Jak Kaczyński zabija wolność i demokrację

W środę ponad 40 wydawców i nadawców, czyli większość prywatnych mediów w Polsce, podjęło jednodniowy protest przeciwko tzw. podatkowi solidarnościowemu. Czytelników portali i widzów witały czarne ekrany z komunikatem o proteście. We wspólnym liście otwartym do rządu redakcje podkreśliły: gdy „media państwowe otrzymują co roku z kieszeni każdego Polaka 2 mld zł, media prywatne obciąża się dodatkowym haraczem 1 mld zł”. Rząd chce bowiem dodatkowo opodatkować wpływy z reklam. W swoim liście podkreślają oni, że według szacunków globalni giganci cyfrowi – w których rzekomo jest wymierzony projekt – zapłacą zaledwie ok. 50-100 mln zł w porównaniu z 800 mln zł, jakie oddać muszą pozostałe media w Polsce.

Wygląda na to, że rządzący są zaskoczeni efektami swoich działań, choć projekt resortu finansów autoryzował wicepremier i prezes PiS Jarosław Kaczyński. Z Kancelarii Premiera padają dziś zapewnienia, że przecież „sprawa była omawiana na prezydium komitetu politycznego” i że „to nie jest akt normatywny, to prekonsultacje”. Otoczenie premiera zapewnia, ze będzie on rozmawiać z mediami. Kancelaria Premiera podkreśla też, że prekonsultacje trwają, i że koalicjanci PiS „mogli się zapoznać” z projektem, gdyż ten „wisi na stronach resortu finansów od zeszłego wtorku”.

Tymczasem polityczni koalicjanci PiS są … zaskoczeni projektem podatku. Nie reagują jednak w podobnym tonie. W przypadku Porozumienia mamy zresztą do czynienia z niepokojącym dwugłosem. W środę rano partia Jarosława Gowina wydała oświadczenie, „że z niepokojem analizuje projekt nowego podatku od mediów”, który „na żadnym etapie” nie był konsultowany z koalicjantem. Zapowiedziała, że prawdopodobnie w piątek zarząd partii podejmie decyzję w tej sprawie. Oświadczenie to wrzuciła w Internet rzeczniczka Porozumienia Magdalena Sroka. Tymczasem frakcja europosła Adama Bielana swojemu rzecznikowi poleciła mówić coś skrajnie innego. – Nie widzę nic niepokojącego w tym projekcie. Jest to opłata, która była zapowiadana. To rozwiązanie z innych krajów, żeby obłożyć podatkiem cyfrowych gigantów – powiedział „Wyborczej” rzecznik Włodzimierz Tomaszewski.

Drugi koalicjant PiS – Solidarna Polska – oświadczenia nie wydał, ale Zbigniew Ziobro wypowiedział się w Radiu Maryja (do protestu nie dołączyło). Podkreślił, że Solidarna Polska od „zawsze zwraca uwagę na dysproporcję, jeśli chodzi o układ sił medialnych, ogromną przewagę mediów zagranicznych i przechył w jedną stronę mediów głównego nurtu, które przedstawiają wartości cywilizacji śmierci”.– Regulacja jest potrzebna, kierunek się zgadza – stwierdził. Jej założenia gwarantują jego zdaniem, że „wszystkie media mają równy start, nie tylko korporacje, które płacą podatki w rajach podatkowych”. Uważa, że w ten sposób chroni się polski rynek medialny. Przyznał natomiast, że projekt nie był z nim konsultowany, dlatego o szczegółowych rozwiązaniach będzie rozmawiać, gdy przeanalizuje propozycje. Tymczasem – jak czytamy w portalu „Gazety Wyborczej” – w nieoficjalnych rozmowach ludzie Ziobry przyznają, że protest mediów nie robi na nich wrażenia.

Zapewnia, że „nie jest to jeszcze akt normatywny” i że „będzie element konsultacji z mediami”. – To nie jest tak, że nie widzimy racji innych – powiedział jeden z doradców Morawieckiego. Chce jedynie wałczyć z cyfrowymi gigantami typu Facebook czy Google.

To, co zdarzyło się ostatnio z panią Pawłowicz, to ostateczne domknięcie arogancji władzy. Powstała nowa nomenklatura w Polsce, która już się nie kryje z tym, że jedyne, co ich spaja, to – jak w sztuce Bogusława Schaeffera – „nie patrz w dal, wal po szmal” – mówi dr Mirosław Oczkoś, ekspert od marketingu politycznego. I dodaje: – Podejrzewam, że Budce i Trzaskowskiemu udało się włożyć kij w mrowisko i powstała obawa, że zaraz Platforma dostanie defibrylator i ożyje. Czy tak będzie, nie wiem, bo to był na razie pierwszy symptom, ale ci wszyscy, którzy złożyli już Platformę do grobu, zrobili to chyba przedwcześnie.

Rozmowa z dr. Mirosławem Oczkosiem >>>

Gdyby Gowin otrzymał propozycję zostania premierem wraz z przekonującym proceduralnym sposobem doprowadzenia do tego, to mógłby się tym zainteresować; w innym przypadku nie sądzę. Rząd techniczny, przejście na stronę opozycji to wyzwanie niesłychane i ogromne ryzyko. Gdyby miał ryzykować, to tylko w grze o najwyższą stawkę, czyli urząd Prezesa Rady Ministrów, bo to jest właśnie ta najwyższa stawka – mówi Leszek Miller, były premier, dziś eurodeputowany. Pytany nie tylko o to, jak widzi rozgrywki na prawicy, ale też o działania Unii względem rządów PiS-u i o możliwe zjednoczenie opozycji. – Ja nie wiem, czy pomysł Koalicji 276 jest realistyczny, ale jeszcze bardziej nierealistyczna jest wizja odsunięcia Kaczyńskiego od władzy przez rozczłonkowaną opozycję, która startuje na osobnych listach i wzajemnie się atakuje. Proponuję trochę więcej powagi i dystansu do własnych emocji – podkreśla

Wywiad z Leszkiem Millerem >>>

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s