Pozbyć się Dudy, 26.02.2020

 

Żeby pozbyć się Dudy… Zbadaliśmy motywy wyborców opozycji

 

Czy wyborczym marzeniem wyborców opozycji jest to, by prezydentem został Biedroń, Hołownia, Kidawa-Błońska lub Kosiniak-Kamysz? Czy też chodzi im raczej o to, by przestał nim być Andrzej Duda? Sondaż Ipsos dla OKO.press odpowiada na pytanie, które wisi w powietrzu. Odpowiedź wiele mówi o tej kampanii, o Polsce za rządów PiS. I o nas samych

 

W sondażu Ipsos dla OKO.press 20-22 lutego zadaliśmy wprost pytanie, który wisi w powietrzu i jest przedmiotem wielu spekulacji: jaka jest wyborcza motywacja Polek i Polaków nie popierających obecnej władzy. Czy będą w maju głosować ZA czy PRZECIW? Za swoim kandydatem/kandydatką czy też przeciw kandydatowi PiS?

Czy wyborczym marzeniem wyborców opozycji jest to, by prezydentem został Władysław Kosiniak-Kamysz, Szymon Hołownia, Małgorzata Kidawa-Błońska lub Robert Biedroń, czy też chodzi raczej o to, by przestał nim być Andrzej Duda?

Zanim o to zapytaliśmy (wymagając odpowiedzi albo-albo) prosiliśmy badanych, by wskazali, na kogo zagłosują 10 maja, w I turze wyborów prezydenckich, powinno to dodatkowo zachęcać badanych do wskazania motywacji pozytywnej: głosuję, żeby wygrał mój kandydat.

W ogóle w normalnych warunkach uzasadniając swoje wybory ludzie wolą powoływać się na zalety wybranej opcji niż wady odrzuconej. Oglądając kolejny odcinek serialu kierujemy się jego atrakcyjnością, a nie tym, że inne są gorsze i nie chcemy ich oglądać.

Najwyraźniej nie żyjemy jednak w normalnych warunkach. Odpowiedzi w elektoratach pięciu kontrkandydatów Dudy (z I tury) wyglądają tak:

Jak widać, dwa największe elektoraty opozycyjne Kidawy-Błońskiej (25 proc. głosów w I turze) i Biedronia (9 proc.) równo w połowie przyznają się do głosowania raczej przeciw niż za. Podobnie wyborcy Kosiniaka-Kamysza (7 proc.) – w 54 proc.

Także znaczna część (42 proc.) wyborców Hołowni – kandydata spoza polityki, który powinien porywać swoją „nowością”, programem czy osobowością – przyznaje się do motywacji: byle nie Duda.

Inaczej odpowiadają zwolennicy kandydata skrajnej prawicy: w 84 proc. głosują „za Bosakiem”, ale i tutaj 16 proc. deklaruje, że chodzi raczej o to, by pozbyć się Dudy. Przypomnijmy, że jest to radykalny elektorat, skrajnie męski: w I turze na Bosaka chciałoby głosować 10 proc. Polaków i tylko 1 proc. Polek.

Dla zwolenników sił prodemokratycznych wynik sondażu jest słodko-gorzki.

Potęga wspólnego oburzenia, czyli zalety głosowania „przeciw”

Z jednej strony motywacja „byle nie Duda” jest potężnym paliwem w odpowiedzi na dążenia rządzącej prawicy do wprowadzenia w Polsce modelu autokracji wyborczej, który miałby zastąpić ustrój demokratyczny (Marek Borowski używa terminu „demokratura”).

Jak to ujmują socjologowie, dążeniem Orbána, Kaczyńskiego, Putina czy Erdoğana jest ograniczenie/likwidacja głównych elementów demokracji (trójpodziału władz, kontroli sprawowanej przez media i społeczeństwo obywatelskie, praw mniejszości) ale z pozostawieniem wolnych wyborów. Prezydent Duda jako jeden z wielu polityków PiS bez żenady wyrażał tę ideologię.

Mobilizacja PRZECIW ma jeszcze tę zaletę, że ułatwiłaby kumulowanie głosów w II turze na kandydata – dziś wygląda na to, że kandydatkę – sił prodemokratycznych, który zmierzy się z Dudą. Przepływy między elektoratami analizował w OKO.press Michał Danielewski. Poniższy wykres pokazuje, że wyborcy Kidawy-Błońskiej, Biedronia, Kosiniaka-Kamysza i Hołowni łatwo przenoszą głosy na siebie nawzajem, i niemal nie wskazują Dudy jako drugiego wyboru. Dla zwolenników PiS jeśli nie Duda, to nikt. Wyborcy Bosaka tylko w jednej trzeciej przerzucają się na Dudę, w jednej trzeciej – na jego rywali. Pozostali rezygnują z II tury.

Wspólnotę elektoratów opozycji zobaczyliśmy też wyraźnie w odpowiedziach na pytanie o II turę. W trzech potencjalnych parach Duda wygrywał z Kidawą-Błońską, Kosiniakiem-Kamyszem i Hołownią z identyczną przewagą 2 pkt proc., co oznacza statystyczny remis. Tylko Biedroń wypadał o 10 pkt gorzej.

Ponadto – z małymi odchyleniami – elektorat wszystkich trojga potencjalnych kontrkandydatów Dudy byłby w II turze podobny. Inaczej rzecz ujmując, Duda ma swoich wyborców o wyrazistym profilu (starsi, ze wsi i miast poniżej 20 tys., ubożsi, mniej wykształceni, z Polski południowej i wschodniej), a pozostali wyborcy gromadzą się wokół każdej kandydatki i każdego kandydata, który wejdzie do II tury.

I kto by w niej się nie znalazł, może liczyć na ich poparcie.

Kampania negatywna w odpowiedzi na kampanię negatywną. Polityka jako gra w zbijaka

Wiele wskazuje na to, że kampania opozycji – zwłaszcza Platformy Obywatelskiej – będzie oparta na motywach antypisowskich, czy anty-dudowskich. Jest to narzucająca się odpowiedź na agresywną narrację PiS, który bezustannie wypomina rządom PO-PSL mniej lub bardziej wyolbrzymione wpadki, błędy, zaniechania. Setki razy słyszymy o strzelaniu do górników (gumowymi kulami), najściu na redakcję „Wprost” i innych „winach Tuska”.

Platforma odpowiada atakiem na atak. Uderzającym przykładem była argumentacja Bartosza Arłukowicza w „Kropce nad i” Moniki Olejnik 24 lutego. Szef sztabu Kidawy-Błońskiej – w parze z europosłem PiS Ryszardem Czarneckim – skupił się na wytykaniu PiS sprawy Banasia, wpadek CBA, gestu Lichockiej… Zaatakował też Beatę Szydło (jako szefową sztabu programowego Dudy) za list z gratulacjami do radnych Zakopanego, za to, że odmawiają wdrażania ustawy o przeciwdziałaniu przemocy domowej. „Muszę państwu pogratulować. Jedyny samorząd w całej Polsce, który się sprzeciwił, ale wiadomo: górale to odważny naród” – mówiła Beata Szydło.

Rzecz w tym, że wypowiedź Szydło – faktycznie kompromitująca – pochodzi z maja 2018 roku.

Brak pozytywnych propozycji, podwójnie ryzykowny

Dominacja motywacji PRZECIW, zwłaszcza jeśli będzie jej nadal towarzyszyć kampania głównie negatywna, kompromitowania PiS i Dudy, niesie jednak podwójne ryzyko.

Po pierwsze, nie wykorzystujemy jako społeczeństwo okazji do tego, by porozmawiać o przyszłości i zasadniczych wyborach, które stoją przed Polską w XXI wieku. OKO.press już wcześniej – z pewną naiwnością – apelowało do polityków opozycji o rozliczenie się z porażek wyborczych i podjęcie debaty merytorycznej (pisała o tym z perspektywy marketingu politycznego Anna Mierzyńska, a Agata Szczęśniak apelowała o sięgnięcie po aktywistów i ekspertów, by wzmocnić partyjne programy).

Wciąż wydaje się możliwe, by kandydaci opozycji licytowali się na pomysły na przyszłość, na razie najbliższy tego wydaje się Biedroń, który przedstawia lewicowy program, choć głównie ustrojowo-obyczajowy (niezależność państwo Kościół, prawa mniejszości) i mocno stawia na ekologię.

Byłoby też pewnie możliwe sformułowanie pakietu demokratycznego, który mogliby poprzeć wszyscy, lub prawie wszyscy kandydaci opozycji:

  • przywrócenie państwa prawa, w tym niezależności sądów;
  • umocnienie innych filarów demokracji (prawa mniejszości, społeczeństwo obywatelskie, w tym NGO’sy, a także ograniczenie politycznej kontroli nad mediami publicznymi);
  • powrót do aktywnej polityki proeuropejskiej;
  • podjęcie – w ramach nowej zielonej polityki Unii Europejskiej – zdecydowanej polityki na rzecz odejścia od brudnej energii, ratowania zasobów przyrody, przeciwdziałania katastrofie klimatycznej i łagodzenia skutków globalnego ocieplenia.

Można by – być może – dodać jeszcze:

  • dofinansowanie służby zdrowia;
  • reformę programową edukacji, która ograniczyłaby bezsensowny wysiłek uczniów i nauczycieli.

Przyjęcie takiego pakietu dałoby wyborcom opozycji, zwłaszcza w perspektywie II tury, poczucie, że głosują nie tylko PRZECIW PiS/Dudzie, ale też za wizją Polski, od której rządy PiS i Dudy nas oddalają. Nie ma tu aż takiego znaczenia, że kompetencje polityczne prezydenta są ograniczone, choć ma przecież inicjatywę ustawodawczą, byłby to raczej zapis pewnej wizji państwa.

Brak elementu pozytywnego programu jest też niebezpieczny politycznie, bo to właśnie on mógłby przyciągnąć do opozycji grupę wyborców niezdecydowanych i przesądzić o wyniku wyborów.

Wspólny pakiet nie oznaczałby wcale ograniczenia wojny na pomysły programowe między kandydatami opozycji. Wręcz przeciwnie, powinni się spierać mobilizując swoje elektoraty i budując własny wizerunek jako pełnokrwistych polityczek i polityków.

Trochę to może staromodne, ale chciałoby się, by kandydaci opozycji porywali nas swoim programem czy osobowością, a  nie tylko straszyli PiS-em i Dudą.

Prawicowy populizm i media społecznościowe narzucają reguły gry

Patrząc z szerszej perspektywy wynik naszego sondażu jest mniej zaskakujący. Może być wręcz typowy dla sytuacji, w której sprawujący władzę w drastyczny sposób naruszają normy demokratycznego ładu, a tak robią prawicowi populiści od Rosji, Węgrzech, Turcji aż po Brazylię. W taki sposób – mimo wielu różnic i silniejszych demokratycznych mechanizmów obronnych – można też spojrzeć na prezydenturę Donalda Trumpa.

Niewykluczone, że przeprowadzony w USA sondaż dałby podobny wynik i wyborcy demokratycznych kandydatów/ek Elizabeth Warren, Michaela Bloomberga czy Joe Bidena jako pierwszy motyw swego głosowania wskazywaliby chęć, by Trump przegrał wybory. W mniejszym stopniu dotyczyłoby to pewnie Berniego Sandersa, który rysuje daleko idącą zmianę modelu ustrojowego USA. Jego piątka postulatów socjalnych przebija skalą wszystkie piątki, szóstki czy siódemki PiS i innych polskich partii.

Sondaż IPSOS dla OKO.press 20-22 lutego 2020, metodą CATI (telefonicznie), na ogólnopolskiej reprezentatywnej próbie 1013 osób

 

OKO.press

%d blogerów lubi to: