Karmiński, 10.02.2020

 

Nie wystarczy nie kraść

Skromność, pokora, umiar. „Tanie państwo” według Kancelarii Premiera

 

Zdumiewa a często i trwoży beztroski stosunek rządzących do budżetu, traktowanego jak podręczna kasa partyjna z której regulowane są wydatki niezbędne do utrwalenia zdobytej władzy.

Na polskiej scenie politycznej toczy się widowiskowa walka o praworządność, której scenariusza większość widzów nie rozumie i słabo identyfikuje ewentualne korzyści i straty wynikające z osobistego udziału w tej wojnie. Tymczasem w kulisach, pod osłoną spektakularnej demolki sądownictwa i w cieniu licznych efektownych afer, trwa proceder, którego skutki już teraz dotykają każdego obywatela, a w najbliższym czasie mogą nas wszystkich położyć na łopatki. To, bez przesady, GOSPODARCZY ROZBIÓR POLSKI.

W 2015 nasza gospodarka plasowała się na 24 miejscu w prestiżowym rankingu Doing Business, oceniającym sytuację prawno-gospodarczą. Prognozowano wtedy, że szybko doszlusujemy do światowej dwudziestki. Niestety – był to jedynie sen o potędze, bo w czasie rządów PiS Polska osunęła się aż o 15 miejsc. W innym rankingu The Economist plasuje nas – niedawnego lidera wśród krajów postkomunistycznych – aż na 57 pozycji, najgorszej w całej historii tego zestawienia, za Węgrami, a nawet za Bułgarią. Taka jest ocena polskiego „Indeksu demokracji”, kojarzącego praworządność ze stanem gospodarki. W podobnej kategorii Freedom House wymienia Polskę wśród takich krajów jak Kambodża, Etiopia czy Tanzania, a najnowszy indeks Bertelsmanna ustawia nas w grupie 4 państw, gdzie demokracja dogorywa – w towarzystwie Turcji, Wenezueli i Bangladesz. Więc choćby premier zaklinał się 3 razy dziennie że rozwijamy się wzorowo, choćby prezydent w każdej polskiej wsi powtórzył swoje dyrdymały o rosnącej sile i prestiżu Polski, to nie ma wątpliwości, że państwo PiS toczy się po równi pochyłej.

Nasz dług publiczny już o 57 mld zł przekroczył okrągły bilion. Codziennie zadłużamy się średnio o kolejne 200 mln zł, ale w grudniu polskie zobowiązania zwiększyły się aż o 11 mld zł., bo na ostatni miesiąc poprzedniego roku przesunięto część tegorocznych wydatków, by uprawdopodobnić bujdę Morawieckiego o „pierwszym w historii budżecie bez deficytu”.  Sporą część naszego długu (naszego, bo każdy Polak ma już „do spłacenia” prawie 30 tys. deficytu) generuje system emerytalny, w stanie niemal agonalnym, na bezustannych kroplówkach z budżetu, który dzisiaj spina się już tylko premierowi.  W ciągu najbliższej kadencji prezydenckiej w systemie emerytalnym zabraknie 300 mld zł. Mimo to w sztabie Dudy smaży się kolejna kiełbasa wyborcza – wcześniejsze emerytury stażowe łącznie za 65 miliardów zł, których w kasie państwa nie ma. Nie ma i nie będzie, bo trudno sądzić żeby państwo PiS znienacka zaczęło funkcjonować rozsądniej i oszczędniej. Nie zanosi się na to, by funkcjonariusze „dobrej zmiany” przypomnieli sobie własne hasło z poprzedniej kampanii prezydenckiej: „wystarczy nie kraść”. Tym bardziej, że to już nie wystarczy, bo przed nami ostry zjazd koniunktury światowej gospodarki. W Polsce już teraz kuleją inwestycje i skokowo rosną ceny . A że w państwowej kasie wiatr hula na przestrzał, to może się okazać, że jedyną szansą realizacji nieumiarkowanych obietnic socjalnych jest dodruk pieniędzy, wzorem ostatnich lat PRL. Słabo pociesza, że szalona inflacja zwiastuje rychły upadek każdej opresyjnej władzy.

Zdumiewa a często i trwoży beztroski stosunek rządzących do budżetu, traktowanego jak podręczna kasa partyjna z której regulowane są wydatki niezbędne do utrwalenia zdobytej władzy. Czasem jednak mam wrażenie, ze to mały Kazio rozbił skarbonkę i niefrasobliwie szasta pieniędzmi wydając je na fantazyjne zachcianki, które akurat przyszły mu do głowy. Minister Mariusz Błaszczak kupił właśnie 35 samolotów F35A. Bez przetargu, bez offsetu, bez prac analitycznych. Całkiem jakby przechodził obok sklepu z samolotami, zobaczył te ef-ileśtam na wystawie, a że mu się spodobały, to wszedł i od razu kupił, bo akurat miał przy sobie 18 miliardów. Trochę się skrzywił jak powiedzieli, że towar przyślą mu do domu dopiero za 6 lat, ale co tam, ważne, że już teraz może się pochwalić nowymi zabawkami amerykańskimi, których nawet Amerykanie jeszcze nie mają. Niestety – wiele wskazuje, że są to naprawdę zabawki, bo F35A służą do przełamywania obrony, a skoro Polska nikogo nie planuje atakować, to potrzebuje samolotów defensywnych. Tym bardziej, że obrony przeciwlotniczej już właściwie nie mamy. Ale minister od obrony nie przejmuje się tym zbytnio, bo po co mu obrona powietrzna, skoro nie ma nawet naziemnej i z braku pieniędzy (!) nie kupuje nowych czołgów, tylko remontuje T-72, skonstruowane przed 60 laty.

Przykłady beztroski w obracaniu publicznym groszem można serwować na pęczki. Bywają wielkie – jak powierzchnia parasola osłaniającego GetBack, w którym firmy i indywidualni Polacy utopili trzy razy więcej pieniędzy niż w Amber Gold – i przykłady mniejsze, jak wydatki na finansowanie inwestycji księdza dyrektora czy projektów ideologicznych, służących pozyskaniu głosów narodowców i rozmaitych hurapatriotów. Przykładem takiej inwestycji jest Muzeum Żołnierzy Wyklętych w Ostrołęce, przed rokiem otwarte z wielką pompą przez wicepremiera Glińskiego w towarzystwie samego premiera. Budowa kosztowała 35 mln zł, ale muzeum do dziś świeci pustkami, jeszcze nie zorganizowano tam żadnej wystawy i nie ma nawet dyrektora, bo dotychczasowy zrezygnował nie podając powodu. Jakie będą dalsze losy placówki, którą minister Gliński chwali się na prawo i lewo nie wiadomo. Wiadomo natomiast, że w Warszawie przy Rakowieckiej powstaje właśnie drugie muzeum Żołnierzy Wyklętych i Więźniów Politycznych. A kolejne miliony kosztował będzie powołany przez ministra Piotra Glińskiego „Instytut Dziedzictwa Myśli Narodowej im. R. Dmowskiego i I. J. Paderewskiego”, który pod wodza Jana Żaryna propagować będzie wśród młodzieży „myśl narodową”, zapewne dyskretnie podbarwioną antysemityzmem.

Czerpiąc z leninowskiej teorii państwa Kaczyński inwestuje w kadry. To bardzo kosztowna inwestycja, bo po obsadzeniu wszystkich intratnych stanowisk w administracji i gospodarce tworzone są nowe, dla kolejnych zwolenników „dobrej zmiany”.  W opozycji PiS atakował Donalda Tuska za wydatki na „rozbuchaną administrację” na najwyższym szczeblu. Ale Beata Szydło jeszcze zwiększyła liczbę stanowisk kierowniczych i ministerialnych, obsadzając na nich swoich znajomych oraz nominatów prezesa. Kolejne wysokopłatne stanowiska utworzył dla swoich premier Morawiecki . Dopiero teraz, w kampanii wyborczej, ugiął się pod zarzutem, że rozbudował administrację państwową jak nikt dotąd i obiecał 20% redukcję ministrów i ich vice. Ale po tej czystce – jeśli do niej dojdzie – wysokich urzędników i tak będzie więcej niż za poprzednich rządów. Nic się natomiast nie zmieni w otoczeniu Andrzeja Dudy. Obejmując urząd prezydent zastał w swojej kancelarii 293 pracowników. Dziś urzędników pana prezydenta jest 361 plus 80 w BBN. Zarabiają średnio ponad 10 tys zł miesięcznie, zajmując się w pocie czoła wydawaniem dwustumilionowego budżetu kancelarii.

Liczne afery i przekręty dowodzą nadspodziewanych ambicji wielu obecnych prominentów, którym nie wystarczają wysokie pensje i jeszcze wyższe premie, należne z definicji. Ale Prawo i Sprawiedliwość zapomniało nie tylko o tym, że nie należy kraść. Cztery lata temu obiecało nam nową jakość w zarządzaniu spółkami kontrolowanymi przez Skarb Państwa. Spółki te miały przynosić poważne zyski i wspierać budżet, a tymczasem w czasie minionej kadencji radziły sobie zdecydowanie gorzej niż pozostali uczestnicy rynku. Wśród giełdowych potentatów na plusie jest ledwie 6 z 19, czyli niespełna jedna trzecia państwowych spółek.  Pozostałe kuleją, albo już leżą. O ponad 40 proc. spadły notowania Bogdanki i Polic, ponad 60 proc. straciły PKP Cargo i Azoty. Pod kreską jest też PGNiG oraz zrepolonizowany Pekao. Dobrą ilustracją stylu zarządzania państwową firmą są losy zakładu ST-3, zatrudniającego 350 pracowników, którzy nie dostają wypłaty, bo dyrekcja wysłała ich na tzw „postojowe”, czyli urlop bezpłatny. Firma ta produkować miała morskie elektrownie wiatrowe, ale władze nie miały jakoś głowy ani serca do energii wiatrowej. ST-3 stanęła więc na progu bankructwa i nie zapłaci ani załodze, ani usługodawcom, ani dostawcom podzespołów, ani 400 wierzycielom oraz nie zwróci Unii 100 mln dotacji. To my im wszystkim zapłacimy. I nie tylko za to. Bo kiedy upadnie producent elektrowni wiatrowych, gdy zmniejszy się udział zielonej energii, to wzrośnie koszt emisji CO2. A ceny uprawnień do tej emisji wzrosły od 2018 o 230 proc! Już teraz ceny energii w Polsce są najwyższe w Europie, a prezesi spółek energetycznych, mianowani przez nowych właścicieli Polski, domagają się kolejnych podwyżek…

Wiele kierowniczych stanowisk w administracji i w gospodarce obsiadła szarańcza postmisiewiczów – pociotków polityków, znajomych prezesa, kolegów i koleżanek premiera, albo po prostu nieudaczników, którzy wspięli się na wyżyny gloryfikując dobrą zmianę lub wzorowo opluwając opozycję. Niejeden świeżo upieczony biznesmen przypomina bohatera starego dowcipu: dać takiemu dwie kule bilardowe, to jedną zgubi, a drugą zepsuje. W polityce kadrowej PiS nie ma już żadnych reguł, poza wymogiem lojalności tak bezwzględnej, że osadzony na decyzyjnym stanowisku nie może się zawahać, gdy każą mu złamać prawo, uszczuplić majątek kierowanej firmy, przekazać dotacje na wskazany cel, często na zatracenie.

Wzorcowym menadżerem czasów gospodarczej rewolucji PiS jest Daniel Obajtek, odkryty przez Beatę Szydło podczas wspólnego sprzątania i malowania ścian w gminnej szkole. Oprócz tych praktycznych umiejętności dysponował wtedy rozległym doświadczeniem zawodowym kierownika zakładu produkującego sprzęt instalacyjny w Stróży oraz praktyką na stanowisku wójta Pcimia. Wystarczyło to aż nadto do kierowania ogromną Agencją Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa, do zasiadania w radzie nadzorczej Lotosu i do zajęcia fotela prezesa grupy energetycznej Energa. Obecnie szefuje PKN Orlen, który w ciągu 2 lat jego prezesury zmniejszył zysk z 7 do niespełna 4,5 mld zł. Mimo zmniejszenia zasobów firmy genialny menedżer planuje właśnie przejęcie Energi, Lotosu, a nawet Ruchu oraz realizację ogromnych inwestycji, znacznie przekraczających możliwości naftowego potentata. Zwraca uwagę pomysł wydania 1 miliarda na modernizację urządzeń do produkcji oleju napędowego, akurat gdy przemysł motoryzacyjny wycofuje się z diesli. Symbolicznie w dniu ogłoszenia wyników finansowych i planów Orlenu na giełdzie w Londynie spadła cena ropy, a na giełdzie w Warszawie o tyle samo spadły akcje firmy kierowanej przez pana Obajtka.

***

Przygotowany przez wiceprezesa TSUE projekt postanowienia o zawieszeniu PiS-owskiej Izby Dyscyplinarnej SN przewiduje prawdopodobnie karę w wysokości 2 mln euro DZIENNIE za bojkot tej decyzji. Kaczyński i Ziobro ogłosili właśnie, że żadna siła krajowa ani zagraniczna nie zahamuje tzw. reform wymiaru sprawiedliwości. A więc obaj panowie gotowi są w tym momencie zdemolować do końca polskie sądownictwo nie używając prawa, lub używając własnego prawa fizyki, które definiuje fizyczny Moment jako „siła razy przemoc”. Nie ustąpią, choćby zablokowano Polsce wszelkie dotacje i podwojono kary za bezprawie. W końcu to nie ich pieniądze, tylko jakieś tam publiczne, niczyje…

 

koduj24.pl

%d blogerów lubi to: