Morawieckiemu marzy się powrót do demolki

W PiS walczą dwie frakcje.

Jedna to frakcja Morawieckiego, który chętnie by Kaczyńskiego wysiudał z prezesa. Ponoć był przygotowany „zamach” na kongresie PiS w Przysusze, ale pokrzyżował plany wybór Nawrockiego.

Druga frakcja to Czarnek, Sasin, Ziobro, Bocheński.

Morawiecki nawet planował w razie klęski Nawrockiego wyjście z PiS – gdyby nie udał mu się zamach – i stworzenie własnej partii. Też tego zaniechał, acz cały czas promuje siebie wbrew PiS.

Na razie Morawiecki liże rany, jest wielce poobijany, bo liczył na start w wyborach prezydenckich. Zaś jego frakcja więdnie, a niektórzy nawet przymilają się do polityków z drugiej frakcji.

Morawiecki nie odpuści walki o premiera po wyborach w 2027 roku. Dlatego zawiązała się ta druga frakcja, w istocie przeciw jego ambicjom.

Nawrocki też pokusi się o swoje miejsce, nie musi to być PiS w obecnym kształcie. Otworzyć to może furtkę dla Morawieckiego, który czyha na urząd premiera, jak na działki, które niemal za darmo kupił od kościoła kat.

Morawiecki bywszy premierem dewastował wszystko, czego się dotknął. Marzy mu się powrót do dalszej demolki.

Więcej o ambicjach Morawieckiego >>>

Gwarancje bezpieczeństwa Ukrainy to gwarancje dla Europy

Spotkanie w Białym Domu, szczyt europejsko-amerykański, to względny sukces Zełenskiego i liderów europejskich.

Prezydent Ukrainy za 100 mld dolarów ma zakupić przychylność Trumpa. Brzmi to jak kupiectwo najgorszego sortu, ale taki jest Trump.

Europa pokazała jedność w obliczu zagrożenia ze strony Rosji. Zdefiniował to trafnie Emmanuel Macron: gwarancje bezpieczeństwa dla Ukrainy – to gwarancje bezpieczeństwa dla Europy.

Trump po raz pierwszy powiedział, że USA są zdolne zapewnić Ukrainie gwarancje bezpieczeństwa. Na czym one miałyby polegać oprócz ochrony podobnej do artykułu 5. NATO, nie wiadomo. Macron uważa, że najlepszym gwarantem jest silna ukraińska armia na lądzie, w powietrzu i na morzu.

Sukces w Waszyngtonie to w ogóle rozmowa Zachodu. Dawno takiej nie było.

Dlaczego Polska była nieobecna? Nie oszukujmy się, to wina Nawrockiego, jest on antyukraiński, jak to endecja, a to znaczy (na razie po cichu) prorosyjski.

Dlaczego zatem nie pojechał Donald Tusk, który uchodzi za jednego z najważniejszych europejskich polityków? Otóż najpierw najpierw Nawrocki wyeliminował go z rozmów na wizji z Trumpem, a potem podkulił ogon, bo byłby nikim w towarzystwie unijnych liderów.

Tusk mógłby się wciąć (drogą europejskiej dyplomacji), ale nie będzie narażać prestiżu Polski, gdyby gołodupiec Nawrocki jednak dojechał do Waszyngtonu. Dlatego doszło do apelu Sikorskiego, aby za pomocą wpływów MAGA Nawrocki uzyskał zaproszenie.

Polska wyautowana z powodu Nawrockiego, którego ego przerasta intelekt, taki jego mentalny nowotwór.

Co jednak z zakończeniem wojny w Ukrainie? Teraz piłka po stronie Putina, musi dojść do rozmów bezpośrednich (ewentualnie z trzecim partnerem – amerykańskim). Jak to będzie? Zobaczymy, acz droga do pokoju długa, Putin będzie grał na czas, a Trump w swoim stylu Narcyza ulegał Rosji.

 

Nacjonalista Nawrocki, a może gorzej

Nie jest to mój prezydent, ale został zaprzysiężony. Stało się faktem, przez 5 lat tę funkcję będzie sprawował Karol Nawrocki, postać bardzo szemrana.

Pierwsze jego wystąpienie wskazało, z kim i czym będziemy mieli do czynienia. Po raz pierwszy w historii wygłoszone zostało orędzie tak konfrontacyjne, ciemne i kołtuńskie.

Słowo naród nie było przez nikogo tak często wymieniane, ani przez Gomułkę, ani mniemam przez przedwojennych faszystów. Naród w znaczeniu Nawrockiego jest niszczycielski i słychać było w nim pogłos ognia, który trawił w historii książki, a nawet ciała ludzkie, jak w Jedwabnem, 

Poprzednicy Nawrockiego z rozdania PiS, czy to Lech Kaczyński, czy Andrzej Duda, to ciepłe kluchy, mizeroty, które łamały konstytucję, od czasu do czasu popluły na inaczej myślących, Nawrocki to będzie taran z ringu, bez zbytniej empatii do innych (dlatego staruszka ograbił z mieszkania), zdolny do wszelkiego niszczenia.

Tego typu ludzie nie budują, nie potrafią, są burzycielami, nie tylko politycznymi, ale przede wszystkim społecznymi.

Szczególnie  konfrontacyjnie  Nawrocki ustawia się do rządu Donalda Tuska. Nie będzie zmiłuj, zechce zmieść z powierzchni demokratów, a przy okazji cywilizacyjne osiągnięcia po ’89, włącznie z członkostwem naszym w Unii Europejskiej i bodaj w NATO, bo ten intelektualny nieudacznik wspomniał o sojuszu bilateralnym z USA.

Zatem dorobiliśmy się prezydenta wroga Polek i Polaków, który uwielbia naród. To nie paradoks, to zapowiedź izolacji kraju i wartości, których proweniencja jest wschodnia.

 

Więcej >>>

 

Bodnar nie został zrzucony z sań, a Żurek nie pała zemstą

Dziennikarze mainstreamu mają problem z opisem obecnie rządzącej koalicji i to przy każdej okazji.

Nie wszystko można zrzucić na brak talentu, ten się ma, albo nie, ale pisać można się nauczyć przy odpowiednim wkładzie pracy.

Co innego szwankuje – emocje. Nie radzą sobie z prywatnymi emocjami, politycznymi i personalnymi. Później przelewają opinie na papier (ekran monitora) i wychodzą im zakalce, gluty, pisarsko niestrawne teksty.

Tak obecnie jest z komentowaniem rekonstrukcji rządu Donalda Tuska. Wszyscy – dosłownie: wszyscy – trafiają kulą w płot (och, nie lubię wyświechtanych metafor). W „Newsweeku” od dłuższego czasu nawalają dziennkarze. Nie są kiepscy, ale potykają się o swoje uprzedzenia.

Oto Renata Grochal (którą lubię) przy rekonstrukcji zwraca uwagę na wymianę Adama Bodnara na Waldemara Żurka. I od razu w leadzie wali, że Tusk zrzucił z sań Bodnara.

Rozumiałbym, gdyby to była zima. Śnieg na drzewach, pod płozami sań biel, zamiast Oleńki Bodnar i Tusk jako Kmicic zrzuca z sań. Dobrze, zima.  Ale do cholery mamy lato i to w okrutnie ciepłej pełni.

Jeżeli Grochal trzyma się ziemiańskości, wsi, to zamiast tych nieszczęsnych sań mogłaby sięgnąć po wóz załadowany sianem, na górze Tusk siedzi z parobkiem Bodnarem, w ręce trzyma lejce, a gumniakami spycha ministra Bodnara.

W literaturze źle użyte metafory kończą się kiepską prozą i taki produkt nazywamy grafomanią.

Mało tego, Grochal nowego ministra sprawiedliwości Waldemara Żurka od razu stygmatyzuje chęcią pałania zemsty.

Co się dzieje? Żurek właśnie otrzymał nominacje, a Grochal ujrzała w nim pałanie. Dobrze, że nie ujrzała w jego rękach pały, a w zębach noża.

Donald Tusk dowodzi, dobiera sobie ministrów, którzy w pewnych okresach mają pełnić konkretne role dyktowane ich profesjonalizmem i dymaniką osobową.

To wydaje się być jasne. Tusk nie zawiódł się na Bodnarze, spełnił swoją rolę, publiczność oczekiwała więcej. Ale taki Bodnar jest, do bólu legalista. Nie został zepchnięty, przeciwnie – premier wylewnie mu dziękował.

Wybrany został Żurek, znany powszechnie, jako sędzia niezłomny, czołgany przez Ziobrę i Święczkowskiego, postaci obrzydliwe, nawet estetycznie.

Będzie zemsta? Dlaczego dziennikarze mierzą swoją małością wielkość Żurka, bo jego zachowanie zaliczyć należy do niemałych charakterologicznie.

Żurek też legalista, zastosuje narzędzia prawne – i przede wszysktim – będzie zdeterminowany, aby spotkała przestępców sprawiedliwość.

A czasy dla demokratów, dla Koalicji 15 października, idą ciężkie. Przeciw sobie będą mieli elekta, który raczej nadaje się pod Grand Hotel, aby naganiać panienki, a nie do Pałacu Prezydenckiego.

 

Opinia Renaty Grochal >>>

 

Rekonstrukcja nadziei. Tym jest rekonstrukcja rządu

No i mamy rekonstrukcję rządu. Co z niej wynika?

Jak z każdej nadziei. Wiele, bardzo wiele, a czasami wszystko. I tutaj mamy ten przypadek, że niemal wszystko. Donald Tusk wie, jakim materiałem dysponuje, materiałem mentalnym (myślę o nas), przyszłościowym.

Wszak na horyzoncie widać ciężkie, gradowe chmury. I to koloru najbardziej złowrogiego, brunatnego. Tuska warto cytować, bo to człowiek oczytany, cholernie inteligentny, używa naprawdę smacznych słów, a nie maczugi, jak jego i nasi wrogowie.

W Tusku cała nadzieja. Musi być twardy i wymagający od partnerów (koalicjantów) politycznych. Ale też winniśmy na niego chuchać, aby nic się mu nie stało. Krystalizują się jego następcy, właśnie są w rządzie, a jeszcze też się kolejni wykreują, bo taki mamy czas, czas konfrontacji ze złem.

Nie przesadzam. Naprzeciwko siebie, demokracji, praworządności, mamy siły zła, jak onegdaj Józef Piłsudski popłuczyny endencji, ONR (które szybko, bo po 4 miesiącach, zostało zdelegalizowane).

W zrekonstruowanym rządzie są 3 kluczowe postaci i to one będą dźwigać porządek dobra, porządek nadziei, porządek demokracji.

Waldemar Żurek, nowy minister sprawiedliwości, to postać znana, szykanowana przez dewastatorów pisowskich, nie załamał się. Winien przystąpić do dzieła porządkowania zdemolowanego sądownictwa. A jest multum roboty. Hydra nie raz podniesie łeb, jej ziejące mordy nienawiści będą się odradzały. Potrzebni tacy niezłomni, jak Żurek, czy Ewa Wrzosek.

Druga postać to Marcin KIerwiński, stary/nowy szef spraw wewnętrznych, wszak to on z kancelarii Dudy umiejętnie wyprowadził przestępców Kamińskiego i Wąsika. Widzę w nim następcę Tuska, zarówno jako szefa formacji politycznej, jak i premiera. W zanadrzu jest Rafał Trzaskowski, który odbudowuje się, leczy rany, sukcesy rządu mogą przyspieszyć proces gojenia jego ran.

No i Radosław Sikorski, który na porażce Trzaskowskiego urósł. To jest normalny proces w sferze publicznej, porażka jednego jest żyzną glebą drugiego, a oprócz tego to wybitny minister spraw zagranicznych, podniesiony do rangi wicepremiera będzie mógł zadbać (znowu powołam się na Piłsudskiego) o sprawy naszego sąsiada, Ukrainy. Bezpieczny wschodni przyjaciel, bezpieczna Polska. Tak było w Rzeczpospolitej Obojga Narodów, tak jest obecnie. Kto kuma się z przyjaciółmi Putina (jak z Orbanem, Fico, le Pen) jest wrogiem naszego kraju. Nie przesadzam, mamy V kolumnę w postaci PiS, Konfederacji, a prezydent elekt to zakamuflowana opcja kremlowska (tak! zapłacimy cenę za jego elekcję).

Rekonstrukcja rządu to nadzieja. Cieszę się, że Tusk zapowiedział cykliczne spotkania z nami, Polakami, wyborcami, bo tylko w ten sposób odbudujemy zaufania wśród siebie i niektórzy przejrzą na oczy, oślepione nacjonalizmem, a nawet faszyzmem.

 

Więcej o rekonstrukcji rządu >>>

 

Polska upadła na głowę

Polskie państwo upadło na głowę, a na pewno niektórzy jej prominentni przedstawiciele, jak marszałek Sejmu Szymon Hołownia, który zaliczył zderzenie z czymś wyjąkowo twardym i to widać na każdym kroku, iż nie mówi, ale bredzi i to w stylu pijanego Marka Suskiego.

Szukam dla Hołowni odpowiednika kulturowego. Surrealizm, groteska, dadaizm – coś w tym kręgu. Dino Buzzati, Boris Vian, Andre Breton, Sławomir Mrożek, czy też Witold Gombrowicz z „Iwony”, bądź zakończenia „Pornografii”, gdy dowódca oddziału leśnego ma dość partyzantki, ma dość swego bohaterstwa i chce odpocząć, jako tchórz, a domorośli sprawiedliwi zasadzają się, żeby bohatera-śmierdziela wysłać na tamten świat.

Tak jest z naszym Hołownią, który dopuścił się zdrady demokratów, Koalicji 15 października i zwąchał się z wrogim Kaczyńskim via Bielan i Kamiński.

Zdrajca to zdrajca, w czas wojny z takimi się nie patyczkują, ale ten zdrajca dopuścił się zdrady umysłowej, intelektualnej, honorowej (o ile taką miał w dyspozycji). Jak już rzekłem, bredził na temat tej zdrady, a co „nie może kontaltować się ze stroną przeciwną?” Tak bulgotał po zderzeniu z twardą rzeczywistością.

Okazuje się, że ta groteska jest jeszcze dalej posunięta, to wulgarna farsa, komedia wczesnego slapstiku, gdy bohaterowie kopali się po dupach, a publiczność iluzjonu ryczała ze śmiechu, skandując: dupa, dupa, dupa.

Taką „dupę” zastosowano w stosunku do SOP (Służby Ochrony Państwa). Mianowicie doszło do śledztwa, kto w w SOP wydał tajemnicę zdrady Hołowni.

Rozumiecie? Kto sypnął zdradę. Uważam, że to był obowiązek, aby podać do wiadomości publicznej, że Hołownia spotyka się z Kaczyńskim dla „dobra Polski”.

Och, gdyby Hołownia spotykał się z wysłannikami Putina, albo innych wrogów Polski, to wiadomo, SOP powinien milczeć, cicho-sza, bo Hołownia zdradza państwo polskie. To przecież tajemnica., a nie spotkanie dla „dobra Polski”.

Taki mamy upadek Polski, upadek na głowę. Acz tak bym nie kategoryzował, bo jednak Polska trzyma się dobrze, a na głowę upadł Hołownia, skoczył – jak ilustruje powszechna ludyczna alegoria – do basenu bez wody.

I nie dziwota, że chodzi i bredzi, wystawił się na śmieszność i na polityczną przecenę – 4,99%.

Mniejsza ze śledztwem, kto sypnął. Funkcjonariusze SOP nie sypnęli – achtung! achtung! – byli przebadani na wariografie. Groteskowe, aż dwa pośladki się ze śmiechu slapstikowego ściskają. Kto sypnął? Ten, komu się opłacalo. Czyli strona wroga demokratom, kaczyści.

 

Więcej o upadku Hołowni >>>

 

Kaczyński wchodzi w tryb wyborczy

Jarosław Kaczyński rozpoczął kampanię wyborczą do Parlamentu.  Startem uczynił Jasną Górę, która niestety za sprawą hierarchów przemalowuje się na brunatną. Szczególnie biegłym malarzem mało pokojowym jest biskup  Wiesław Mering.

Prezes PiS co prawda nie przyjechał do Częstochowy (bo nie leży na granicy z Niemcami, gdzie odbył ostatnią eskapadę), ale wysłał liczne grono mniej i więcej lepszych szczujów z Czarnkiem na czele. List Kaczyńskiego odczytał jego recytator Błaszczak, który nie tylko spija z ust prezesa, ale czytać potrafi. Z tym czytaniem wcale nie przesadzam, bo ów kuwetowy to czystej wody analfabeta, czyta i nie rozumie, co przeczytał.

Kaczyński wszak liczy na elektorat owieczek Rydzyka i samego ojca biznesmena, a ten z kolei liczy na wielomilionowy szmal, gdyby nie daj boże sławetne grono złodziei i bezprawników znowu dorwało się do koryta.

Wyraźnie Kaczyński powiedział, że oczekuje na wcześniejsze wybory niż w 2027 roku, co znaczy że liczy na swego elekta. Acz jest jeszcze inna możliwość, mianowicie Hołownia zrobi przewrotkę do tyłu, bo po coś spotykał z prezesem u Bielana, a sondaże wskazują mu, że zaliczy śmietnik historii, out.

Niemniej PiS musiałby wejść w alians ze skrajną prawicą Mentzena i Brauna, aby dorwać się do władzy i nas wyautować z demokracji i Unii Europejskiej.

W najnowszych sondażach partia Kaczyńskiego zalicza duży spadek sympatii elektoratu, niestety wspomniana skrajna prawica (często faszyzująca, szczególnie Braun) rośnie w siłę. Nieco to przypomina czasy sprzed 100 lat, gdy polityka brunatniała i dostawała zajadów antysemickich.

 

Więcej o PiS i Rydzyku na Jasnej Górze >>>

 

Bezjajeczny Hołownia dostał propozycję od Tuska. Prawda czy fałsz?

Przyznam się, że tę informację niespecjalnie rozumiem. Dziennikarz Marcin Fijołek miał otrzymać przekaz, że Szymon Hołownia dostał zaskakującą propozycję od Donalda Tuska.

Wieść pochodzi z „dobrego źródła”. Pytanie: czy Fijołek pochodzi z dobrego dziennikarstwa?

Oferta Tuska to „odłożyć zaprzysiężenie Karola Nawrockiego”.

I w zasadzie na tym zamyka się fikołek Fijołka.

Czy ta propozycja jest źródłem napięć Tusk-Hołownia?

Czy dlatego Hołownia spotykał się z Kaczyńskim, aby donieść o sugestii Tuska?

A jak potraktować wypowiedź Tuska w drodze powrotnej do Polski, że nie będzie w rekonstrukcji wicepremiera dla Polski 2050.

Pytanie się mnożą, bo każda ewentualność otwiera przestrzeń do spekulacji i różne rozwiązania polityczne.

Gdyby Hołownia poszedł za propozycją Tuska, to jakie procedury prawne otwierają niezaprzysiężenie (ewentualnie odroczenie) Nawrockiego?

Czyżby chodziło o ponowne przeliczenie głosów w komisjach wyborczych?

Nie chcę dalej spekulować, bo Hołownia to tchórz, raczej nie porwie się z motyką na Kaczyńskiego. Nie ma takiego cojones, takich jaj. To polityk bezjajeczny.

 

Więcej >>>

 

Pisowski sen o reżimie wg nowej konstutycji

PiS wrzuca kolejny temat na agendę. Po paranoi na granicy z Niemcami, wrobieniu Hołowni w zdradę, przyszedł czas na Konstytucję, zmianę jej na „lepszą”.

Koalicja rządowa spychana jest do narożnika, do tego wspomniany zdradziecki Hołownia przeciąga linę z rekonstrukcją rządu, odraczając ją. Co on szykuje?

Obowiązująca Konstytucja zawsze nie podobała się Kaczyńskiemu, bo z prawem mu nie po drodze. Nie lubi go przestrzegać, uwiera go, woli bezhołowie.

A nowa konstytucja po jego myśli miałaby zapewnić mu władzę dozgonną, reżimową.

Na razie coś tam artykułują, że prezydent ma za małe uprawnienia. Gdyby był nim Trzaskowski, nie byłoby tematu.

W PiS wszystko ma trwałość krótkoterminową, po dwóch tygodniach jest nieświeże, wzbiera na wymioty.

Za pisanie projektu konstytucji wziął się poseł PiS Krzysztof Szczucki. Ten, który kampanię parlamentarną finansował ze środków Rządowego Centrum Legislacyjnego. Nie wiem, dlaczego prokuratura nie bierze go za kołnierz i nie przesłuchuje.

Obecna konstycja wprowadziła równowagę władzy, wyznacza współpracę, kohabitację, gdyby prezydent i rząd byli z różnych opcji politycznych. Konstytucję po prostu trzeba przestrzegać.

Ale poprzedni pisowski rząd nie przestrzegał jej, uczynił fasadowymi Trybunał Konstytucyjny i część Sądu Najwyższego, a podpisywał to Andrzej Duda, który zasłużył na miano złamasa.

Więc w prawie  mamy chaos, rząd Donalda Tuska nie zdążył za wiele wyprostować, głównie z powodu bezpieczników bezprawia, które PiS wmontowało w system i instytucje.

Za ten stan rzeczy odpowiadają konkretne osoby. Gdyby zostały pociągnięte do odpowiedzialności prawnej, nie byłoby w partii Kaczyńskiego takiego pędu do zamulania opinii publicznej o konstytucji i snucia snu o reżimie wg nowej konstytucji.

Więcej o planach konstytucyjnych PiS >>>

 

Tusk musi potrząsnąć Koalicją 15X

Po wyborach prezydenckich sytuacja w koalicji rządowej jest dramatycznie trudna. I nie jest to li tylko wynikiem „zdrady Hołowni’.

Na dramatyzm i komplikację pracują nadal wszyscy, choć kryzys nie ma ojca i matki, ma tylko opuszczone sieroty.

Wynik wyborów prezydenckich jest taki, jaki jest. Rafał Trzaskowski uzyskał 50% poparcia wyborców. To jest na boga dużo, ale…

Chodzi o „ale”. Mianowicie po wyborach winna nastąpić pogłębiona refleksja porażki – bo to była porażka, choć 50% powiedziało tak – i analiza: dlaczego tak się stało.

Zaniechań jest naprawdę dużo, a dotyczą wszystkich demokratów, choć w głównej mierze winę ponosi Koalicja Obywatelska.

Nie wystarczy uderzenie się w piersi; przyznanie się do winy to mało, jest potrzeba nazwania i spozycjonowania błędów, a za nie odpowiadają konkretne osoby. W związku z tym dużo łatwiej byłoby wyznaczenie na przyszłość przeformatowanych celów.

I tego zabrakło. A teraz nastąpił kryzys związany ze zdradą Hołowni i buksującą rekonstrukcją rządu. Rekonstrukacja to nie jest wymiana ludzi na innych ludzi, to jest przeoranie personalne i podjęcie nowych działań administracyjno-prawnych.

Oto jednak Hołownia pobiegł na gwizdek „ratować Polskę”, który wydał Kaczyński. Lecz Polskę trzeba ratować przed Kaczyńskim.

Czy uda się ten ratunek przed Kaczyńskim? Słychać już publicystyczne recepty, aby wywracać stolik. A to Tuska zrobić marszałkiem Sejmu, a Trzaskowskiego premierem, a może sięgnąć po Sikorskiego, ewentualnie Sienkiewicza.

Nie!  To są puste roszady. Najsilniejsza partia koalicyjna nie może dalej się osłabiać, musi zaproponować wyjście z kryzysu poprzez konkretne działania i polityków, ale nie poprzez przesunięcie swojego lidera.

Rekonstrukcja rządu mogłaby być takim pierwszym krokiem. Radykalne odchudzenie rządu i radykalna wymiana ministrów. Hołownia już się nie liczy, posłowie mu uciekną, bo przekonali się, że nie mają lidera, tylko narcyza.

Bez zdecydowanych kroków może być tak, że realnie zawiśnie pytanie, jak miecz Damoklesa: „Czy to już koniec?”

 

Więcej pytań >>>

 

Zaprojektuj witrynę taką jak ta za pomocą WordPress.com
Rozpocznij