PiS i prawo, 26.01.2020

 

Według PiS uchwała SN „niszczy państwo prawa” i „narusza Konstytucję” [analiza propagandy]

 

„Sędziowie nie mają prawa badać powołań innych sędziów”, „to chaos i wzruszanie dziesiątek tysięcy wyroków”, „trwa spór kompetencyjny”, „uchwała jest bezprawna”, „delikt dyscyplinarny”… OKO.press weryfikuje przekaz władzy podważający historyczną uchwałę Sądu Najwyższego z 23 października

Rząd oraz telewizja publiczna nerwowo zareagowały na uchwałę połączonych izb Sądu Najwyższego z 23 stycznia 2020. Na paskach TVP Info pojawiły się stwierdzenia: „SN łamie Konstytucję”, „niszczy państwo prawa”, a nawet „kwestionuje demokrację”. Wypowiedzi polityków PiS były w przeważającej części rozbudowaną wersją tych sloganów.

OKO.press zebrało listę argumentów, które rząd najczęściej wysuwa przeciwko uchwale SN.

Czy SN podważa status sędziów?

Jeszcze wieczorem 23 stycznia Ministerstwo Sprawiedliwości  opublikowało oświadczenie. Zaczyna się od sakramentalnego zarzutu: „Istota sporu polega na tym, że

żaden Sąd nie może badać, a tym bardziej kwestionować nominacji sędziowskich, ani ustaw regulujących statusu sędziów i sposobu wyboru kandydatów.

Sąd Najwyższy nie może zatem wkraczać w kompetencje Krajowej Rady Sądownictwa, Prezydenta RP ani Sejmu, a idąc dalej, nawet Trybunału Konstytucyjnego, który sprawą KRS się już zajmował i uznał aktualne brzmienie ustawy za zgodne z konstytucją”.

Odłóżmy na bok kwestię wiarygodności Trybunału Konstytucyjnego… Ministerstwo pomija skąd się wzięła uchwała SN. A to przecież Trybunał Sprawiedliwości UE w wyroku z 19 listopada stwierdził, że w świetle prawa unijnego Sąd Najwyższy ma prawo zbadać niezależność i funkcjonowanie KRS i ocenić, czy ma to znaczenie dla niezawisłości sądu, w którym zasiadają powołani z jej udziałem sędziowie. W wyroku wskazano również standard, według którego takiej oceny można dokonać.

Na tej podstawie zadająca TSUE pytanie prejudycjalne Izba Pracy SN (zobacz wyrok) oraz Izba Kontroli Nadzwyczajnej SN, utworzona i obsadzona przez PiS, (zobacz uchwałę) zakreśliły możliwość badania okoliczności, w jakich toczyła się procedura powołaniowa przed KRS. Rzecz w tym, że zrobiły to odmiennie.

  • Izba Pracy orzekła, że każdy sąd w Polsce, w tym Sąd Najwyższy, ma obowiązek z urzędu badać czy standard przewidziany w wyroku TSUE jest zapewniony w rozpoznawanej sprawie. Innymi słowy otwierano drogę do badania niezależności KRS przy okazji wszystkich orzeczeń wydanych przez sędziów powołanych z jej udziałem.
  • Izba Kontroli Nadzwyczajnej orzekła z kolei, że badać niezależność KRS można tylko w przypadku zaskarżenia jej konkretnej uchwały i tylko do czasu powołania kandydata na stanowisko sędziego przez prezydenta.

Z tej rozbieżności wynikła potrzeba ujednolicenia linii orzeczniczej. I takie zadanie postawił sobie SN.

Oświadczenie ministerstwa idzie dalej: „Uchwała składu trzech izb Sądu Najwyższego jako niezgodna z prawem nie wywołuje skutków prawnych. SN nie jest uprawniony do badania i oceny, czy udział w składzie sędziego sądu powszechnego, wojskowego lub Sądu Najwyższego, powołanego na stanowisko sędziego przez prezydenta RP na wniosek KRS po 2018 r., powoduje nieważność postępowania.

Żaden organ, także sądowy, nie może bowiem kwestionować powołania i inwestytury sędziego”.

Ten zarzut nie dotyczy jednak uchwały SN. Sąd Najwyższy wcale nie orzekł, że sędziowie powołani z udziałem neo-KRS nie są sędziami. Przeciwnie – podkreślano to wielokrotnie zarówno w uzasadnieniu, jak i w komentarzach po posiedzeniu –

sędziowie powołani z udziałem neo-KRS są sędziami. Sędziowie są sędziami, ale z uwagi na brak niezależności KRS udział takich sędziów w składzie sądu sprawia, że sąd obsadzony jest w sposób wadliwy.

W przypadku sędziów Sądu Najwyższego (punkt 1 uchwały SN), ponieważ od jego orzeczeń nie przysługują środki odwoławcze, skład sądu z udziałem sędziego powoływanego z udziałem neo-KRS jest zawsze wadliwy. Bo ryzyka związanego ze „złym pochodzeniem” sędziego nie da się już naprawić.

W przypadku sądów powszechnych fakt, że sędziowie przeszli procedurę przed neo-KRS nie oznacza automatycznie, że ich orzeczenia obarczone byłyby wadą. Strony będą musiały podnieść taki zarzut i wykazać, że w przypadku tego konkretnego sędziego konkurs przed KRS naruszał standard niezawisłości i bezstronności (punkt 2 uchwały SN).

Ten punkt nie jest do końca jasny, bo oznacza on, że neo-KRS choć niekonstytucyjna, mogła niewadliwie powołać sędziego, a nawet jednych powołała wadliwie a drugich nie wadliwie? Nie jest też jasne, kto i na jakiej podstawie miałby to rozstrzygać.

Uchwała nie dotyczy prerogatywy prezydenta, ale procedury przed KRS. Procedury, wobec której istnieje w końcu możliwość sądowej kontroli. Uchwały KRS są zaskarżalne, czego nikt do tej pory nie podważał.

Co z tym sporem kompetencyjnym?

Wątpliwości budzi też, czy w ogóle może dojść do sporu kompetencyjnego pomiędzy władzą ustawodawczą, a sądowniczą ze względu na inne właściwości obu władz.

Trybunał Konstytucyjny niezwykle rzadko wypowiada się w sprawie sporów kompetencyjnych. Najsłynniejszy jak dotąd casus dotyczył prezydenta i premiera, czyli organów władzy wykonawczej. Chodziło o tzw. spór o krzesło, czyli konflikt między ówczesnym prezydentem Lechem Kaczyńskim, a ówczesnym premierem Donaldem Tuskiem o to, kto powinien reprezentować stanowisko Polski podczas posiedzeń Rady Europejskiej. (TK orzekł, że to szef rządu przedstawia polskie stanowisko w danej kwestii, ustalone uprzednio przez Radę Ministrów, choć jednocześnie uznał, że prezydent „może podjąć decyzję o swoim udziale w konkretnym posiedzeniu Rady Europejskiej, o ile uzna to za celowe”).

„Nie wiem, kto i z kim miałby tu być w sporze, to jest fikcja, tu żadnego sporu nie ma, bo SN rozstrzyga rozbieżności w orzecznictwie Sądu Najwyższego i ewentualnie sądów powszechnych i nie wchodzi w żadną kolizję z innym organem państwowym, zwłaszcza z Sejmem” – mówił w środę rzecznik prasowy Sądu Najwyższego sędzia Michał Laskowski.

Nie ma sporu kompetencyjnego, bo Sąd Najwyższy nie uchwala, ani nie uchyla żadnego przepisu, a jedynie ustala, czy pewne okoliczności, które wskazał TSUE w wyroku oraz Izba Pracy w SN, mogą być podnoszone przez strony postępowań jako przesłanki odwoławcze.

Tymczasem pytania, które przesłała Trybunałowi marszałek Sejmu Elżbieta Witek (PiS) są albo na tyle ogólne, że nie wiadomo nawet jakiej sprawy dotyczą (pyta czy SN jest uprawniony do dokonywania zmian stanu normatywnego w sferze ustroju i organizacji wymiaru sprawiedliwości?), albo dotyczą wprost powołań sędziów i kwestionowania ich statusu sędziego.

Sąd Najwyższy wyraźnie podkreślał — w jego uchwale nie jest badana skuteczność powołań, sędziowie powołani przez prezydenta na wniosek nowej KRS są sędziami.

Na to, że spór jest fikcyjny wskazują również takie okoliczności jak:

  • TK domagał się zawieszenia jedynie posiedzenia Sądu Najwyższego; jeśli naprawdę byłby to spór kompetencyjny, to zawiesić powinien także procedowaną w parlamencie ustawę kagańcową;
  • nikt nie wnosił o rozstrzygnięcie sporu kompetencyjnego w momencie, gdy Izba Kontroli Nadzwyczajnej (8 stycznia) rozstrzygała te same kwestie, a to po jej uchwale doszło do rozbieżności orzeczniczej w SN.

Zawiesić bo rozpoznaje Trybunał?

W oświadczeniu Ministerstwa sprawiedliwości czytamy także, że

„Postępowanie przed SN należało zawiesić także dlatego, że przed TK rozpoznawana jest sprawa dotycząca przepisu kodeksu postępowania cywilnego, którego dotyczy ta uchwała (tj. art. 379 pkt 4 kpc)”.

Ministerstwo nie wskazuje numeru sprawy, ale najprawdopodobniej chodzi o pytania, które w lipcu 2019 Trybunałowi zadał Kamil Zaradkiewicz. Zaradkiewicz pytał, czy prawidłowo obsadzony jest sąd, w składzie którego zasiadali sędziowie powołani z udziałem „starej” KRS.

Przypomnijmy – w 2017 roku TK w składzie Julia Przyłębska i Mariusz Muszyński orzekł, że „stara” KRS była niekonstytucyjna. Cała konstrukcja zatem miała być zakładem – wy podważycie „naszą” KRS i nasze powołania, to my my podważymy „waszych”.

Pomijając kwestię cynicznej zabawy władzy i jej współpracowników statusem „starej” KRS, to argumentowanie, że sam fakt zadania pytania zawiesza przepisy jest absurdalny. W Trybunale na rozpoznanie czeka wiele spraw dotyczących różnej materii – od przepisów regulujących dostęp do informacji publicznej po przepisy dopuszczające przerywania ciąży z przyczyn embriopatologicznych.

Wpłynięcie sprawy nie oznacza, że przepisów takich nie należy stosować, ani na ich podstawie orzekać.

Premier ma nas uratować przed chaosem

W piątek Kancelaria Premiera poinformowała, że skierowano wniosek premiera Morawieckiego do TK o zbadanie przepisów, którymi posłużył się w uchwale SN. Padały oczywiście argumenty, które wymieniało ministerstwo, czyli zarzut sporu kompetencyjnego i ingerowania w prerogatywy prezydenta.

Podczas konferencji prasowej Mateusz Morawiecki dokonał również swojej oceny znaczenia uchwały SN.

„Każde poważne państwo musi postępować w taki sposób, żeby utrzymać stabilność systemu prawnego, uniknąć chaosu, anarchii. Sądzę, że uchwała, z którą wczoraj byliśmy skonfrontowani zmierza w kierunku czy zmierzałaby, jeżeli zostanie podtrzymana w kierunku chaosu” – mówił premier.

Następnie nazwał uchwałę „niebywałym aktem” i dodał, że może on doprowadzić do destabilizacji.

Sens uchwały jest odwrotny. Sędziowie SN podkreślali, że chcą zapobiec chaosowi i szkodzie obywateli, w których sprawach zapadło już co najmniej kilkadziesiąt tysięcy orzeczeń. Dlatego stwierdzono, że nie jest dopuszczalne wzruszanie tych, które zapadły przed wydaniem uchwały, czyli przed 23 stycznia, a także tych, w których postępowania już się toczą.

KRS od dziś broni nieusuwalności sędziów

Stanowisko w sprawie uchwały SN zajęła 24 stycznia również Krajowa Rada Sądownictwa. W piśmie stwierdzono, że działania SN naruszają zasadę nieusuwalności sędziowskiej. Ale Rada nie posunęła się, wzorem Ministerstwa, do snucia teorii o „nieważności” i „bezzasadności uchwały”.

Rzecznik KRS, sędzia Maciej Mitera, w wypowiedziach dla mediów (23 stycznia w „Kropce nad i” oraz 24 stycznia w rozmowie z Onetem) prezentował nawet zadziwiająco praworządne stanowisko w tej sprawie.

„Jako sędzia i legalista mogę powiedzieć jasno: uchwała SN jest wiążąca, to jest zasada prawna” – komentował Mitera. I dodawał, że gdyby był dziś  sędzią sądu powszechnego, to „na pewno nie pchałby się do orzekania”.

Mitera krytykował jednak poszczególne rozwiązania uchwały, m.in. fakt, że nie wyjaśniono dlaczego pominięto w niej sędziów sądów administracyjnych, choć i takich powoływała nowa KRS.

Rzeczywiście, informacją, która się przebiła, było hasło o granicy czasowej 23 stycznia. Ale już w uzasadnieniu sędzia SN Włodzimierz Wróbel zwracał uwagę, że postępowania, które rozpoczęły się przed tą datą również są objęte tego rodzaju wyjątkiem.

SN zadziałał pragmatycznie i nie dopuścił do przypadku, o których mówił rzecznik KRS – gdy proces ciągnący się 1,5 roku i zakończony wyrokiem wydanym 24 stycznia pójdzie na marne.

Nie będą podważane uchwałą SN również orzeczenia Izby Kontroli Nadzwyczajnej, w tym te wyborcze. Wyjątkiem jest Izba Dyscyplinarna, która, jak ponownie stwierdził SN, nie jest sądem w rozumieniu prawa unijnego i krajowego.

 

OKO.press

%d blogerów lubi to: